Blog o ukraińskich kryzysach - władzy, państwa, opozycji, gospodarki. Również tematyka społeczna, sprawy polsko-ukraińskie
RSS
czwartek, 05 lipca 2012

Źródło: http://img.1001mem.ru/posts/764000/763709.jpgЧто ждет украинскую политику после окончания "Евро-2012"? Текст Томаша Кулаковского.

Евро-2012 закончилось, и жизнь над Днепром возвращается в нормальное русло. Не будет больше иностранцев, не будет голов Андрея Шевченко. Вместо этого возвращаются проблемы, о которых на несколько недель предпочли забыть.

За последние годы чувство недовольства у украинцев растет. Оранжевая революция дала надежды на изменения цивилизационные и политические, на превращение в "полноправную" Европу, в страну, неотличимую хотя бы от Польши. Однако украинцев ждала лишь развернувшаяся среди самих "оранжевых" борьба за государственные деньги, жестокая и непонятная война между Юлией Тимошенко и Виктором Ющенко.

Руки опустились прежде всего у тех, кто мечтал, стоя осенью 2004 года на украинских площадях. Шли месяцы, политический кризис рос и углублялся, достигнув апогея к 2010 году - году президентских выборов.

Подробнее здусь!!! POLIT.UA.

15:15, gosporosja
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 lipca 2012

Źródło: facebook.com

Euro 2012 stało się polityczną odtrutką dla sfrustrowanych Ukraińców. Ale już na jesieni wybory parlamentarne…

Ukraińcy są narodem nieustannie sfrustrowanym w ostatnich latach. Pomarańczowa rewolucja z 2004 roku dała im nadzieję na zmiany cywilizacyjno-polityczne, przekształcenie się w pełnoprawną Europę, kraj nieróżniący się od chociażby Polski. Jednak „pomarańczowe” rządy, walki o państwowe pieniądze i dostęp do zasobów, brutalne i niezrozumiałe wojny na górze pomiędzy Julią Tymoszenko a Wiktorem Juszczenką doprowadziły Ukraińców do frustracji. Spuścili nisko głowy przede wszystkim ci, którzy marzli późną jesienią 2004 roku na kijowskim Majdanie i placach rozsianych po całym kraju. Mijały kolejne miesiące, patologia polityczna pogłębiała się, aż nadszedł kluczowy 2010 rok – czas wyborów prezydenckich, jednocześnie pik narodowej frustracji. Wygrana „najmniejszego zła” czyli Wiktora Janukowycza pogrążyła naród w politycznej żałobie, odebrała resztki nadziei na pozytywne zmiany, doganianie Polski i Europy. Obywatele naddnieprzańskiego kraju oraz rozbici (głównie przez samych siebie) opozycjoniści biernie przyglądali się sułtańskim rządom Wiktora Janukowycza. A nowy prezydent zaczął od jawnego łamania konstytucji, wykorzystywania instytucji państwowych do niszczenia oponentów i poszerzania wpływów, wreszcie uwięził byłą premier Julii Tymoszenko i stworzył własny klan oligarchiczny wraz ze swoimi dwoma synami i najbardziej zaufanymi kompanami z Doniecka.

Tymczasem zbliżało się Euro 2012, turniej Polski i Ukrainy, który od początku był organizowany osobno, a nie wspólnie. Przyznanie w 2007 roku organizacji mistrzostw dwóm sąsiadkom stało się na chwilę odtrutką polityczną na Ukrainie. Na jakiś czas sport zdominował spór. A Euro zbliżało się. Walczący na śmierć i życie „pomarańczowi” niewiele zrobili, by mistrzostwa Europy okazały się sukcesem. Wylano fundamenty stadionu we Lwowie, rozkopano drogi i pasy startowe, lecz premier Julia Tymoszenko prowadziła kampanię prezydencką, zamiast dbać o organizację turnieju, nie wspominając o walce z następstwami kryzysu ekonomicznego.

Wiktorowi Janukowyczowi można wiele zarzucać, ale projekt Euro 2012 doprowadził do końca. Mimo że infrastrukturę Charkowa i Doniecka wybudowali (z pomocą państwowych pieniędzy) oligarchowie Ołeksandr Jarosławski i Rinat Achmetow, a stadion olimpijski w Kijowie kosztował kilka razy więcej, niż zakładano, to Janukowycz osiągnął sukces.

Euro było tuż tuż. Za sprawą kontynuacji autorytarnej polityki prezydenta, niewyjaśnionych i niezrozumiałych zamachów w Dniepropietrowsku, przebiegłości Julii Tymoszenko - prowadzącej zza krat kampanię przed wyborami parlamentarnymi, koniunkturalni politycy europejscy postanowili zbojkotować Euro 2012. Kierując się krótkowzrocznością i nieznajomością ukraińskich realiów, dobili wschodniosłowiański naród, któremu i tak przez całą historię wiatr w oczy dął.

Nie zepsuli jednak piłkarskiego święta, swoistej, a być może i jedynej „idei narodowej”, która łączy mieszkańców Ukrainy od Lwowa po Donieck. Piłkarskie zwycięstwo Ukrainy nad Szwecją przyjęto niczym nową niepodległość. Ukraińscy piłkarze, a wraz z nimi ich kibice, pokazali, że potrafią grać w jednej drużynie i wygrywać. Fala radości wylała się na Ukrainę, dowartościowała naszych sąsiadów po latach upokorzeń, zawiedzionych nadziei, pomiatania przez skorumpowane elity polityczne, grające dla własnych drużyn, a nie reprezentacji kraju.

Narodowa duma zalała ulice Ukrainy, mimo że drużyna nowej-starej gwiazdy Andrija Szewczenki nie wyszła z grupy. Kibice nie zauważali w lożach stadionowych Wiktora Janukowycza i stojących nieopodal byłych prezydentów – Leonida Kuczmy i Wiktora Juszczenki, którzy po kolei przekazywali sobie władzę, gwarantując poprzednikowi „nietykalność”.

Mistrzostwa się jednak skończyły. Euforia wygasa. Wyjadą europejscy kibice, nie będzie można już pójść do stref kibica, pokazać ukraińskiej gościnności i otwartości. Trzeba wrócić do szarej rzeczywistości. Znów nadejdzie nieprzewidywalna jesień – ceny pójdą w górę, gospodarka nie ozdrowieje, politycy zaczną się bić w parlamencie, a wyborcy będą musieli pójść do urn.

Wszakże już w październiku wybory parlamentarne, w których wybór jest niewielki, bowiem nie wiadomo do końca, kto jest opozycją, kto kogo finansuje. Jedynie bokser Witalij Kliczko i jego partia UDAR dają nadzieję, choć również czempion bokserski będzie musiał nauczyć się bić poniżej pasa. Na pewno jednak Wiktor Janukowycz zrobi wszystko, by władzy w Radzie Najwyższej nie stracić. Przygotowywał się wiele miesięcy - od stworzenia jednomandatowych okręgów wyborczych, w których przewagę ma lokalna administracja wspierana przez centralę, po wtrącanie opozycji do więzień, po wielce prawdopodobne fałszerstwa wyborcze.

Otwarte pozostaje pytanie, czy naładowani pozytywną energią Ukraińcy znów będą się biernie przyglądać degradacji ojczyzny, czy jednak dadzą ujście swojej frustracji i odeślą liderów politycznych tam, gdzie ich miejsce – do więzień lub co najmniej na śmietnik historii? Warto być blisko Ukrainy nie tylko podczas Euro.

niedziela, 26 lutego 2012

Źródło: imi.org.uaVia Skype wziąłem wczoraj (sobota) udział w ciekawej dyskusji, poświęconej wolności słowa w Ukrainie. Okrągły stół odbył się w Odessie, wzięli w nim udział dziennikarze i redaktorzy naczelni, działacze organizacji pozarządowych, takich jak Instytut Informacji Masowej. Opowiadałem o polskich doświadczeniach w nagłaśnianiu spraw związanych z naciskami administracyjno-politycznymi na dziennikarzy i media.

Opowiedziałem historię dziennikarza PAP, który rok temu w Izraelu chciał zadać pytanie na konferencji prasowej premierów Polski i Izraela, co z polską ustawą reprywatyzacyjną. Donald Tusk w 2008 roku obiecał, że ustawa powstanie w ciągu "kilku miesięcy". Pytanie nie padło, bowiem szef Kancelarii Premiera Tomasz Arabski zadzwonił do prezesa PAP, a ów do swojego dziennikarza, by pytania nie zadawał, bo lepiej nie poruszać kwestii dla Warszawy niewygodnej.

To jeden z najświeższych przykładów, których jest więcej, szczególnie jak się jest blisko mediów publicznych. Słuchacze konferencji kiwali ze zrozumieniem głowami, bowiem u nich to codzienna praktyka. 

Pytali mnie, co sądzę o wolności słowa w Ukrainie. Powiedziałem uczciwie, że jest z nią problem, bowiem postkomuniści, a co dopiero politycy wywodzący się wprost z ZSRR, nie rozumieją takich pojęć jak demokracja, wolność, pluralizm. Jednak nie jest najgorzej, bowiem wolność jest w internecie, a póki co Wiktor Janukowycz nie stał się Hosnim Mubarakiem i internetu nie wyłączył (prędzej uczyni to 4 marca lub już po wyborach Władimir Putin).

Uczestników debaty ciekawiło, jak polskie media/dziennikarze radzą sobie z naciskami administracyjno-politycznymi. Otóż jedyną receptą, odpowiedziałem, jest jak najszersze nagłaśnianie sprawy i nieprzyzwolenie na podobne zachowania. Jeżeli da się palec, władze wezmą rękę. U nas jest też "konstruktywna" opozycja, która uwielbia takie historie, jak z PAP-em w Izraelu.

Ukraińcy słuchali mnie z zainteresowaniem, co dowodzi, że Polska jest dla nich ważna, że na nas patrzą, doceniają nasz sukces transformacyjny. Naszych wschodnich sąsiadów, obciążonych latami sowieckiego totalitaryzmu, póki co było stać na tylko jeden duży zryw - pomarańczowy. Wierzę jednak, że Ukraińcy, krnąbrni i wierzący w siebie, "wypoczęci" po pozostawiającej zniszczenia wojnie na górze między Juszczenką a Tymoszenko, wkurzą się i wyślą Janukowycza do swej rezydencji w Międzygórzu - na stałe, w areszt domowy.

wtorek, 21 lutego 2012

Paszport anulowany- Co to jest? - zapytał mnie pan w okienku urzędu paszportowego w Warszawie.

- Paszport - odpowiedziałem.

- To był paszport - podkreślił mój rozmówca, wklejając do starego paszportu pieczątki "anulowano" oraz niszcząc go dziurkaczem.

I tak oto zostałem "posiadaczem" nowego paszportu. Ze starego wynika, że od 2004 roku (pierwszego wyjazdu za wschodnią granicę) byłem 26 razy w Ukrainie, 6 razy w Rosji, 4 razy w Białorusi i tylko raz w Mołdawii i Naddniestrzu. Krajów spoza Europy Wschodniej nie wymieniam. W sumie w Ukrainie spędziłem 150 dni, w Rosji niecałe 50, a w Białorusi i Mołdawii po kilkanaście.

Najczęściej na Wschodzie bywałem podczas studiów w Uniwersytecie Jagiellońskim. Na Ukrainę było najbliżej i nie trzeba było mieć wizy. Nigdy nie udało się trafić za wschodnią granicę na dłużej niż 3 tygodnie, ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa!

A już za nieco ponad tydzień czeka mnie misja "Moskwa".

10:05, gosporosja
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 lutego 2012
Zawzięta jak matka, charakterna, wykształcona w Wielkiej Brytanii: – dla rodziny i znajomych: Żenia – wkracza na polityczną arenę. Najpierw po to, aby walczyć o zdrowie i wolność Julii. A jesienią, być może, o ukraiński parlament. Tekst o Jewheniji Tymoszenko dla "Tygodnika Powszechnego"
piątek, 23 grudnia 2011
Moja recenzja książki Pawła Smoleńskiego "Pochówek dla rezuna": "Trudno jest przebaczyć zarówno moim przodkom Kułakowskim, którzy musieli uciekać z Wołynia, zostawiając nań ciała pomordowanej rodziny. Trudno jest przebaczyć Ukraińcom, którzy byli upokarzani przez dwie Rzeczpospolite i komunistyczną Polskę. W książce Smoleńskiego jest jednak nadzieja na dokończenie polsko-ukraińskiego projektu pojednania."
poniedziałek, 19 grudnia 2011
- "Nie zostawimy Ukrainy samej, bez względu na to, czy podpisze umowę, czy nie" – deklaruje wysoki rangą polski dyplomata, proszący o zachowanie anonimowości.
niedziela, 18 grudnia 2011
Borys Tarasiuk: Kryzys władzy jest oczywisty. Zaufanie do prezydenta Wiktora Janukowycza i jego Partii Regionów nieustannie maleje. Przyczyny to nie tylko autorytarne zapędy, ale również wzrost cen na gaz, energię elektryczną, produkty spożywcze, usługi i tak dalej.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Akcja obcięcia głowy Stalinowi trwała kilkadziesiąt sekund. Do popiersia podbiegło trzech mężczyzn z piłą łańcuchową, dwóch zablokowało drzwi do budynku, jeden nakręcił filmik, a reszta stała na czatach. Miał to być społeczny akt patriotyzmu, ale dziewięciu osobom grozi nawet dziesięć lat więzienia. Proces trwa.
wtorek, 22 listopada 2011
Ministrowie spraw zagranicznych Polski i Szwecji udadzą się jutro (środa, 23 listopada) z jednodniową wizytą do Doniecka na wschodniej Ukrainie. Radosław Sikorski i Carl Bildt będą gościć na zaproszenie najbogatszego Ukraińca, oligarchy Rinata Achmetowa, który jest prezesem klubu piłkarskiego Szachtar Donieck. Szefowie polskiej i szwedzkiej dyplomacji obejrzą mecz tego klubu w Lidze Mistrzów z portugalską drużyną FC Porto.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15